Działania, które mają na celu walkę ze zmianami klimatycznymi, wpływają też na poprawę audiosfery miasta. Uspokojenie ruchu samochodowego w centrum miast czy położenie nacisku na transport publiczny nie tylko zmniejsza emisję dwutlenku węgla do atmosfery, ale także zmniejsza hałas – mówi dr Justyna Anders-Morawska, adiunkt na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politologicznych Uniwersytetu Łódzkiego, która prowadzi badania pejzażu dźwiękowego Łodzi, Tampere i Manchesteru.

Jak brzmi Łódź?
Na osiedlu, na którym mieszkam, w ciągu dnia co godzinę słyszę odgłos bicia dzwonów z pobliskiego kościoła, są w tym pewien rytm i regularność. Kuranty grają też o godz. 15 i 21 oraz w godzinę śmierci Jana Pawła II. Każde osiedle w każdym mieście ma jakieś dźwięki, które są właśnie dla niego charakterystyczne. Natomiast Łódź obecnie brzmi dość niestandardowo jak na miasto takiej wielkości, a ma to związek z remontami ulic, które teraz trwają. Wiele ulic jest zamkniętych dla ruchu, prace odbywają się w różnych godzinach, co sprawia, że w wielu miejscach Łódź brzmi odgłosami prac budowlanych, nie transportu. Nie ma też w śródmieściu dźwięków kojarzonych z przemysłem, chyba że za takie uznamy odgłosy systemów wentylacyjnych. Łódź, podobnie jak wiele innych miast, ma hejnał – „Prząśniczkę”. Takie tematy muzyczne, odwołujące się do tożsamości miasta, mogą służyć budowaniu jego wizerunku, podobnie jak wykorzystywanie postaci muzyków i kompozytorów tworzących w Łodzi lub związanych z Łodzią. Nie można też zapomnieć o odgłosach przyrody – wśród gatunków ptaków w Łodzi dominują kosy, sroki i gawrony, podczas gdy w Tampere, gdzie w ostatnim czasie prowadziłam badania, są to mewy.

Czy Łódź brzmi przyjaźnie dla mieszkańców i przyjezdnych?
Wiele osób, które wypowiedziały się w kwestionariuszu będącym częścią badania, jakie prowadzimy z dr. Michałem Sędkowskim, wskazywało na hałas związany ze środkami transportu jako główny dźwięk kojarzony z miastem. Jest to zarówno ruch samochodów, komunikacji miejskiej, niektórzy wymieniają jako szczególnie uciążliwy ryk silników motocyklowych. Wrażliwość na hałas jest do pewnego stopnia kwestią indywidualną, natomiast długotrwała ekspozycja na głośne dźwięki może prowadzić do poważnych problemów zdrowotnych.

Skąd wziął się pomysł na prowadzenie dźwiękowych badań?
Wynika to z zainteresowania zagadnieniami ekologii dźwięku, idei, która liczy wiele dekad i jest postulatem takiego strojenia świata – posłużę się tu określeniem autorstwa Raymonda Murraya Schafera, by krajobraz dźwiękowy, który tworzymy i w którym mieszkamy, był przyjazny. Chodzi o dbałość także o ten aspekt naszego otoczenia, a nie tylko o aspekty wizualne. Sygnał otoczenia wpływa na nas, a zarazem my wpływamy na rodzaj i charakter emitowanych sygnałów naszymi działaniami. W polityce zwraca się uwagę na podstawowy wymiar związany z hałasem, tworzy się jego normy, natomiast ekologia dźwięku zwraca uwagę na to, że hałas nie jest kategorią obiektywną. Może mierzyć wpływ wszystkich dźwięków na organizm, ale wszystko zależy od wrażliwości danej osoby, natężenia dźwięku, a także od kontekstu, w jakim dźwięk występuje. Słyszymy otoczenie w różny sposób – biernie, czyli nie zwracamy uwagi na dźwięki albo koncentrujemy się na dźwiękach, które nas przed czymś ostrzegają i wreszcie słyszymy dźwięki w pełni świadomie. W ostatnim przypadku skupiamy się m.in. na tym, czy są to dźwięki przyjazne, czy wręcz przeciwnie, o czym nas informują, jak nas zmieniają. Okazuje się na przykład, że parki miejskie, które uchodzą za oazy spokoju, wcale nimi nie są. Słychać tło miasta, np. odgłosy transportu miejskiego.

Dlaczego te badania są tak istotne?
To projekt interdyscyplinarny, chociaż główną osią są zagadnienia obejmujące obszar polityki, korzystamy też z dorobku antropologii kulturowej, sound studies, planowania przestrzennego. Zajmujemy się tym, jak człowiek kształtuje pejzaż dźwiękowy – co to mówi o nas jako społeczeństwie i jednostkach.

Jak w takim razie powinna brzmieć Łódź lub inne miasto, byśmy czuli się w nim dobrze?
Na pewno potrzebne jest bardziej świadome podejście do planowania przestrzennego, uwrażliwienie osób, które się tym zajmują także na wymiar dźwiękowy. Warto zwrócić uwagę na to, że działania, które mają na celu walkę ze zmianami klimatycznymi, wpływają też na poprawę audiosfery miasta. To na przykład uspokojenie ruchu samochodowego w centrum miast czy położenie nacisku na transport publiczny nie tylko zmniejsza emisję dwutlenku węgla do atmosfery, ale także zmniejsza hałas. Wiele zależy od tego, jaką funkcję ma pełnić dana przestrzeń, w poszczególnych miejscach występują różne potrzeby. Inaczej będzie w śródmieściu, centrum miasta, gdzie toczy się życie nocne. Trzeba odpowiedzieć na pytanie, jak pogodzić działalność klubów nocnych i restauracji z potrzebami mieszkańców. Cisza jest postrzegana jako luksus, który kosztuje. Przykładem są drogi – można zastosować technologie, które zmniejszają emisję hałasu, ale są to drogie rozwiązania. Podobnie jest z wymianą taboru na nowszy i cichszy, dbałością o nasadzenia drzew czy krzewów. Badania, w których analizuje się postrzeganie miasta różnymi zmysłami – nie tylko wzrokiem, ale słuchem, dotykiem, węchem – pomagają w zrozumieniu, jak zachowują się użytkownicy przestrzeni publicznej.

Badania prowadzone są nie tylko w Łodzi, ale również w Tampere i Manchesterze. Dlaczego akurat w tych miastach?
Zadecydowało podobne dziedzictwo przemysłowe tych ośrodków. Warto zbadać, jak zmieniała się audiosfera tych miast na przełomie dziesięcioleci. W Polsce, Finlandii i Wielkiej Brytanii mamy do czynienia z odmiennymi kulturami prawno-administracyjnymi, różnymi standardami zarządzania miastem. Badamy ich wpływ na tematykę, jaką się zajmujemy. Mamy za sobą pierwszą bazę badań w Finlandii, zebrałam próbki pejzażu dźwiękowego miasta – chodzi o nagrania terenowe, dźwięki, które można przeanalizować, by zbadać brzmienie miasta. Przeprowadziłam wywiady z naukowcami, którzy zajmują się tą tematyką, a także z przedstawicielami urzędu miasta z wydziału ochrony środowiska, zwłaszcza w obszarze niwelowania skutków hałasu. Pandemia przyspieszyła rozwój technologii zdalnych, część badań jest prowadzona we współpracy z kolegami z uniwersytetu w Tampere, nie wymaga ciągłej obecności na miejscu. W przyszłym roku podobne badania odbędą się w Manchesterze.

Czy można już wyciągać pierwsze, czyli łódzkie wnioski?
Projekt rozpoczął się w maju ubiegłego roku i początkowo był planowany na dwa lata. Pandemia sprawiła jednak, że badania się wydłużą. Wnioski z „łódzkiej” części badania będą dostępne w przyszłym roku, natomiast projekt zakończy się w 2024 roku. Trudno na razie wysnuwać wnioski dotyczące Łodzi, wiele odpowiedzi zależało bowiem od miejsca zamieszkania ankietowanych. Teraz należy je zebrać, usystematyzować i dopiero wówczas można się wypowiadać. Z pobieżnej analizy odpowiedzi widać jednak, że wielu łodzian ma w pobliżu miejsca zamieszkania dostęp do terenów zielonych, tak ważnych z punktu widzenia tworzenia stref ciszy. Interesowało nas, czy w Łodzi są warunki do realizacji idei piętnastominutowego miasta. To propozycja myślenia o planowaniu obszarów miejskich, realizowana m.in. w Paryżu, która daje pierwszeństwo pieszym tak, aby mieszkańcy w odległości spaceru mieli dostęp do sklepów, szkół, przedszkoli, komunikacji miejskiej, ośrodków zdrowia, parków, miejsc rozrywki. Widać także tęsknotę za powrotem na wieś, na co odpowiadają deweloperzy, którzy często określają swoje inwestycje jako: zielony zakątek, oaza ciszy, park nad rzeką. Wieś bowiem kojarzona jest z ciszą, choć tam również występuje hałas, tylko inny. Widok zieleni, płynącej wody łagodzi natomiast stres związany z hałasem. Nie da się również reagować na wszystko ani szukać rozwiązań za pomocą przepisów. Świat dźwięków jest zniuansowany – różnie postrzegamy źródła hałasu w zależności od sytuacji, wrażliwości indywidualnej, preferencji wykształconych w roku wychowania i dorastania, wreszcie od przypisywanego innym i sobie poczucia kontroli. Inaczej będziemy reagować na szczekającego psa sąsiadów, inaczej na głośno bawiące się dzieci. O ile w pierwszym odruchu nie będziemy mieć pretensji do sąsiada, tylko do jego zwierzęcia, o tyle nie będziemy złościć się na dziecko, a na jego rodziców. Uważamy bowiem, że rodzic powinien mieć wpływ na dziecko, natomiast trudno wymagać tego od właściciela psa, jeśli jest np. w pracy. Jesteśmy, nie tylko zresztą w Polsce, na etapie reaktywnego traktowania problematyki pejzażu dźwiękowego. Próbujemy, często mało skutecznie, reagować na hałas, który jest. Nie myślimy na etapie projektowania przestrzeni publicznych o ich wymiarze akustycznym. I tak dużym postępem jest zalecanie tworzenia stref ciszy w miastach i uwzględnianie w badaniach, na potrzeby map akustycznych, zagrożeń zdrowotnych wynikających z ekspozycji na hałas. Jednak przed nami jeszcze długa droga do nadania pejzażowi dźwiękowemu większej rangi – zarówno w polityce, jak i w świadomości społecznej. Na resztę wniosków musimy jeszcze poczekać.